Przygotuj swoje serce do… mrozu.

Mrozy przykryły Warszawę, tak jak pijacka wpadka przykryła wcześniejsze potknięcia Kwaśniewskiego, a ja spróbowałem… odpalić auto na mrozie. Mało jest wszak czynności równie inspirujących jak nocna jazda po opustoszałym mieście. Trudno też w takich warunkach napotkać rowerzystę z Masy Krytycznej.

Nie będzie specjalnym zaskoczeniem, że Skoda w dieslu mi się nieco… opierała. Dzięki Bogu, przygotowałem ją wcześniej do zimy, chłodnej niczym serce Putina. Okleiłem starannie akumulator mieszanką tektury i taśmy termoizolacyjnej, zalałem bak arktycznym paliwem ze stacji „Statoil” oraz dolałem depresatora. Dzięki tym zabiegom… moje kochane auto przetrwało.

Podobnie jest z małżeństwem… Należy je przygotować na trudny czas. Po romantycznej wiośnie, kiedy to serce bije „o sole mia”, przychodzi upalne lato, dalej nieco deszczowa jesień, wreszcie – tak, tak, zima. „Mróz tak siarczysty, że palce zagina”- jak śpiewał nieodżałowany Kaczmarski, bodaj o obrazie „Zatruta studnia”. Związek bądź powołanie nieprzygotowane do takiego testu padnie.

Czasem spotykam się ze zgrywnym pytaniem, kiedy zmieniam auto na nowsze, bardziej szpanerskie. Do tej pory miałem problemy z ripostą, bo autentycznie zżymam się, mając np. problemy z zawieszeniem. Naprawione zaś, gdy hula – uwielbiam. W sumie: nie wolno zmieniać czegoś pięknego tylko dlatego, że się zestarzało 🙂 Popsuje się, owszem – należy wtedy wkurzyć się, następnie, korzystając z gniewu jako siły napędowej naprawić. Najprościej – zadzwonić po lawetę handlarza, w której wąsaty pan pali papierosa i wyzywa szefa od złodziei. Naprawić trudniej niż porzucić w lesie, jasne. Ludzie czasem się rozwodzą, bowiem „jakoś tak, ostatnio dostrzegli różnicę charakterów”. Kumple kiwają głowami ze zrozumieniem, pociągając łyk „Żywca” w puszce.

Jednocześnie, gdyby sten sam sąsiad zadeklarował porzucenie Alfy Romeo 156, bo „chłopaki, było dobrze, ale coś teraz stuka w lewym kole”, zostałby uznany za durnia. Słabiaka bez charakteru, którego zniechęcają pierwsze trudności. Wzięty mechanik zadeklaruje, że im trudniejsze wyzwanie, tym większą satysfakcję odczuwa. Jak u Bonda – „gentleman bierze na ząb tylko przegrane sprawy”. Walczymy zatem, Panowie!

Z innej beczki. Astronomowie twierdzą, że nieraz piękna gwiazda, którą podziwiamy, obserwując w sierpniu nieboskłon…. dawno zgasła. Zniknęła milion lat temu, śląc z oddali jedynie martwe światło – obserwujesz coś co w środku jest puste (coś jak świat wartości u chadeków w Unii Europejskiej, heh). Człowiecze życie może zgasnąć, można być martwym już w środku, poruszając jeszcze kończynami i siedząc w tramwaju. Stają mi tu przed oczami np. zepsute gwiazdy rocka, naznaczone tatuażami na szyi, narkotykami oraz depresjami, licznymi jak kłótnie w programie Moniki Olejnik. Wystarczy przyjrzeć się wnikliwie. Spójrzcie na Prince’a, Bowiego, Mercurego czy G. Michaela. Dotyczy to też p. Bono czy Eltona Johna, jeszcze trwających na posterunku. Stawiam tezę, że wszyscy omówieni są… martwi w środku, od lat. Poznać to można po tym, że są… niezdolni do zwyczajnego uśmiechu, wewnętrznej radości. Nawet radość koncertowa jest taka sztuczna, przerysowana, wykrzyczana do mikrofonu. Człowiek szczęśliwy nie musi drzeć ryja publicznie, że się np. zakochał albo jest „fuckin happy, uga buga”. Wiecie, miliony na koncie, mnóstwo płyt, rzesze fanów – a gwiazdor, żeby się uśmiechnąć, musi się… naćpać, bo nic innego go nie porusza. Leśnik z czystym sercem jest milion razy szczęśliwszy, bowiem on NIE MUSI się napić.

Wracając do dbania o ukochaną Oktawię. Odpowiednikiem zimowego, wzmacniającego dodatku do paliwa jest… sympatyczne działanie np. komplement. Drobny gest (kup kwiatka wybrance!) wzmacnia morale, co najciekawsze… obu stron! Przy czym, kobieta doceni abo gest, albo słowo, albo miłą niespodziankę. Facet doceni raczej… werbalnie wyrażony podziw, najlepiej „Ooch, co ja bym bez ciebie! Nic!”. Depresator (tak się nazywa chemiczny dodatek, acz nazwa może być myląca w tym kontekście, heh) stanowi znikomą część paliwa w pełnym baku, z 1%, acz może przesądzić, czy nasza Astra, Ibiza bądź Laguna (szukam nazw żeńskich, łatwo nie jest)… w ogóle odpali.

A ludzie mają nieprawdopodobną pamięć, jeśli chodzi o komplementy. Mówiąc ciepłe słowo babci, odejmujesz jej 20 lat w ciągu 5 sekund, żaden bank nie daje podobnej stopy zwrotu!

Czasem zima trwa dość długo, zaczął się niszczący proces korozji. Auto leżące na Sybirze trudno ocucić tradycyjnymi metodami, będzie padać na pysk niczym kurs hrywny po Majdanie. Jeśli więc kochasz lato, mieszkając niestety z dobytkiem w tajdze, możesz się przeprowadzić!

Radzę przeprowadzić się tam, gdzie można spotkać lato.

Można zmienić pracę, zostać rolnikiem albo pilotem, albo blogerem, bądź też celowniczym w załodze czołgu – robić coś, co się uwielbia, w innym miejscu. Albo też wyjechać na totalne odludzie, np. północ Islandii. Kapryśna zwyczajem żona, która – od jutra – bez męskiej pomocy zamarzłaby w drewnianej daczy, robi się jakby milsza i zaskakująco ugodowa!

Rolnik szuka żony. Och, rolniku!
Dlaczego sportowcy bankrutują?
Kiedy pokochasz, wady nie mają znaczenia.

Jedna odpowiedź do “Przygotuj swoje serce do… mrozu.”

  1. „Człowiek szczęśliwy nie musi drzeć ryja publicznie, że się np. zakochał albo jest „fuckin happy, uga buga”.”

    Jakie to prawdziwe. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *