Wolni i zniewoleni.

Już krótka wyprawa do sklepu spożywczego może okazać się ciekawą nauczką. Otóż, jak się dowiedziałem podczas okolicznościowego small talku, większość punktów tego typu notuje drobne kradzieże. Niezależnie od ekskluzywności dzielnicy. Często złodziejaszek ma drobniaki, po prostu niecierpliwi się w kolejce do kasy, chwyta i wyłazi z nieswoim, menda. I teraz: ludziska kradną zaledwie dwa typy produktów, papierosy i alkohol. Mało kto kradnie książki, smaczną sałatkę bądź dodatek podatkowy „Rzeczpospolitej” (dobry przy tapetowaniu!). W mordę. Stracić resztki twarzy, dla zysku tak nędznego jak zmielony tytoń albo nalewka z cytryn. To niechybna bzdura, że nałogowcy są ludźmi chorymi, którym należy współczuć. Raczej idiotami, dość współczucia. Współczucie pewnie okazują im w Monarze (o którym nie słyszałem, żeby kogokolwiek uratował, czekam). Traktujmy ludzi wreszcie jak dorosłych, złodziej CHCE kraść. Tezie dowodzi fakt, że… nie wszyscy kradną. Wielu ima się uczciwej pracy w bankach (mniej) albo warzywniakach (bardziej).

Tutaj przypomina mi się pouczenie sprzed lat, żeby nigdy nie pożyczać pieniędzy człowiekowi, który… pali. Szanse na przepadnięcie wierzytelności są wtedy wyższe niż dług publiczny Zimbabwe. Autor to szczegółowo uzasadniał, niestety musiałbym tu konfabulować – przykłady wypłukałem sobie z pamięci. Słaba wola przesuwa akcenty z solidności na uległość (pokusa „Cameli”).
Nie spotkałem dotąd człowieka intensywnie palącego, który byłby milionerem. No, jakoś nie.

Chwilowo bogaty bywa rockowy gwiazdor, wzywający do „wolności”. Do młodzieńczego „buntu”. Do „podążania własną drogą” etc. Potem okazuje się, że odziany w skórę gitarzysta zapija kokainę spirytusem – kwadrans po koncercie. Inaczej nie potrafi, brr. Słabiak bez charakteru (p. Nergay, „mięczak” to do pana!).

Sądzę, że przy przyjmowaniu do pracy to morale, samokontrola mają większe znaczenie niż umiejętności. Jak mawiał Feliks Zandman, marnej fizyki można nauczyć się w ciągu roku, uczciwości zaś uczymy się całe życie. Monter, który podpieprzy papier toaletowy z fabryki „Opla”, jako dyrektor skusi się na coś większego (szafę przesuwną?). Albo zostanie senatorem Samo’obory.

Lepiej przepłacić, zatrudniając lojalnego Helweta. Niezawodnego niczym te ich zegarki. Albo grzeczną Japonkę (jeszcze klapki przywiezie w posagu, heh).

Kończąc, samokontrola jest ważna z innego powodu. Daje poczucie… bycia niezwyciężonym, niczym Zlatan Ibrahimović. Bądź Donald Trump – abstynent, budzący się codziennie o piątej rano. Gość pozbawiony dyscypliny rzuci się do iSpota, godzinkę po otrzymaniu wypłaty. Zamiast tego mógłby oszczędzić pieniądze, nabierając mocy wewnętrznej. Luzu. Bo przecież facet ma zawsze kasę przy sobie. Zawsze.

Jeżeli gość się kiedykolwiek wypłukał do cna, to znaczy, że nie panuje nad własnym portfelem. Małą, skórzaną saszetką. Jakże miałby zapanować nad sobą, stojąc w „Lidlu” przy dziale z nalewkami…

Dając mi pożywkę do pisania. Dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *