Happy Wife, happy Life.

Jednym z najlepszych, papierowych kalendarzy ściennych jest „Mały poradnik życia” Jacksona Browna. Amerykańska książeczka, prezentująca jankeską pogodę ducha i jednocześnie wrażliwość statecznego ojca rodziny. Gość potrafi zagiąć czytelnika swoją błyskotliwością, jak bystry przedsiębiorca zagina wąsatego PSL-owca. Bez trudności, na luzaku.

Sentencja, która pojawiła się w ostatnim czasie, brzmi następująco: „Jeśli chcesz dowiedzieć się, czy mężczyzna jest szczęśliwy, po prostu zapytaj, czy… jego żona jest szczęśliwa”. Jest to myśl genialna. To ciekawe, bo poziom spełnienia danej kobiety tylko fragmentarycznie zależy od jej małżonka. Nie wiem, może w 40-49%? Pakiet kontrolny własnych emocji zachowuje kobieta. Jeśli łazi nadąsana jak Doda przed okresem, gwiazdka z nieba ani Jaguar na chromowanych szprychach nic nie pomogą. Chłopie – nic tu po Tobie, stanowczo – nie żeń się, spieprzaj! Osoby depresyjnej… także nie wyciągniesz, sama musi wyciągnąć siebie za uszy. Z tego względu absolwentki pedagogiki czy florystyki są jakoś mało rekomendowane…

Najlepiej ożenić się z kobietą szczęśliwą. Miłą. „Happy Wife, happy Life” – i ja się pod tym podpisuję ochoczo – niczym Nigel Farage pod propozycją Brexitu.

Czytaj też: Wszyscy miliarderzy mają ten sam problem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *