Być najlepszym na świecie? Pewnie!

Po transferze Cristiano Ronaldo do Turynu dziennikarze zapytali o wrażenia Douglasa Costę, skrzydłowego Juve. Ten wyznał, spocony: „Nie jesteśmy w stanie nadążyć za Ronaldo. Kiedy przyjeżdżamy na trening, on już ćwiczy. Kiedy schodzimy zziajani do szatni, on… dalej trenuje! Nigdy w życiu nie widziałem nikogo takiego, pff”.

W tym momencie nieuważny, rozczochrany obserwator – zwany też dziennikarzem – wyjaśnia, że „no tak, ale CR7 ma talent, takiemu łatwo”. Skąd ta pewność? A jeśli umiejętności ma niezłe, ale wytapia je na stal tytaniczną pracą, hę?

Serio, nie wolno tego wykluczać. Cenię omawiany fragment wywiadu bardziej niż kibole Lecha – zepsuty autokar drużyny przeciwnej. Czyli – wyraźnie jak jasna cholera. O tym, jak ważny jest trening nawet na arcymistrzowskim już poziomie, świadczy wypowiedź Artura Rubinsteina, pianisty klasy europejskiej. Mowa o XX wieku. Deklarował on, że dzień bez ćwiczeń słyszy on sam, dwa dni pauzy – wyczuwają już dłonie, trzy dni bezczynności – wychwyca publiczność. A przecież mowa o facecie, piłującym palce przez dziesiątki tysięcy godzin, klasy top…

Juri Kasparow, szachista, w swoich książkach sporadycznie pisze o treningach. Czuje taki przesyt, że… chętnie opowiada o czymkolwiek innym, choćby o ukraińskim Majdanie (w którym, w przeciwieństwie do szachów, się… mało orientuje, heh). Warto zaznaczyć, że żelazna konsekwencja w treningach uczyniła zeń grajka klasy światowej.

Podobnie było w przypadku Michaela Phelpsa, pływaka. Wykombinował on, że skoro rywale odpoczywają w niedziele, on będzie trenował także tego dnia – uzyskując przewagę 52 dni w cyklu rocznym. Co prawda, wskutek łamania Prawa Bożego nabawił się ostrej depresji…

Jocko Willink, amerykański komandos z Navy Seal, do teraz brutalnie kładzie na matę swoich rywali w zawodach ju-jitsu. Znokautowanych pociesza nieodmiennie: „Spoko, trenuję od lat. Trzy razy dziennie. Na moim miejscu też byś wygrał, stary”.

I to jest najcelniejsza geneza sukcesów, które nie mają granic!

Czytaj też: Homeostaza, czyli bunt Adriano.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *