Nie dorobisz się, mieszkając w Warszawie, Krakowie czy Poznaniu.

Dorobienie się w drogim mieście jest proste niczym budowa czołgu T-55. Trwa latami, bez pisemnej gwarancji sukcesu i zwykle kończy się fiaskiem. I tak… powinno być!

Wyższe zarobki dają złudzenie, że przedsiębiorca/pracownik/mieszkaniec szybko zbije majątek. Taka wizja jest złudna – podobnie jak myśl, jakby dziewczyny z konkursów miss dostawałyby masę zaproszeń na randki. Wydawałoby się, że tak jest. Tymczasem – na pewno tak nie jest. Paradoksalnie…

Wracając do stolicy. Duże miasto oferuje mnóstwo pokus, niedostępnych na wiosce np. pod Łomżą. Droższe życie tj. rachunki, czynsze, opłaty, ceny sklepowe. Zakupy, gadżety, restauracje, imprezy – to wszystko także pochłania majątek.

Poza tym – tendencja do imponowania towarzystwu. Równie kosztowna jak program 500+. I analogicznie zbędna, z lekką inklinacją do szkodliwości.

Tymczasem, człowiek mieszkający w wiejskim warsztacie jest na starcie bardziej perspektywiczny. Mniej neonów „Next” rozprasza jego pomysłowość. Brak syfu, rodem z PKP poprawia estetykę miejsca. Żona mniej ryzykuje wypadem do galerii handlowej „Blue City”, szukając odmiennej galerii, choćby sztuki łemkowskiej. Zasięg telefoniczny jest słabszy, a ludność – mniej lewicowa niż w kawiarenkach. Pomyśl o życiu na wsi…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *