Małżeństwo to wybór. Bycie singlem jest również decyzją.

To nieprawda, że każdy chciałby mieć udane małżeństwo. Po pierwsze, trudno mówić za wszystkich, będąc precyzyjnym. Po drugie, osoby, którym w deklaracjach zależy na ślubie i dzidziusiach, robą dużo MNIEJ niż mogłyby robić. Często nawet nie robią nic. Przyznaję, że ta metoda jest cholernie skuteczna – rzeczywiście owocuje tym, że się nie dzieje… nic. Łzy wylane na poduszkę, kielichy z winem mołdawskim opróżnione, a wiatr jak hulał, tak hula.

Największym sprzymierzeńcem trybu „single player” jest bierność. Oraz złudzenie, że związek naprawi problemy z marszu. To mit, wielki jak K2. To nie związek tworzy udany, hmm, związek, a jego składowe – ludzie. Zamiast pracować nad znajmością należy wziąć się do roboty, nad sobą. Im więcej zrobisz, tym będziesz lepszą partią.

Stawiam dolary przeciwko orzechom, że większość singli to ludzie bierni, którzy zmiany w życiu kwitują smutnym westchnieniem „nie da się, ech…”.

Tymczasem, człowiecze, jeśli nic nie zmienisz, to… nic nie ulegnie korekcie. Będzie po staremu.
Narzekanie oddala Cię od sukcesu. Podobnie netflix, picie wina z równie samotnymi koleżankami, gry na x-boxie albo brak inicjatywy. Wypastuj buty, zmień szminkę, zapisz się na pływalnię, poczytaj książkę, zmień fryzurę, idź na oazę, napisz mejla do kogoś, komu zazdrościsz wybranki albo skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą. Zrób cokolwiek.

Narzekanie przy całkowitej bierności to tylko trucie dupska. Do roboty!

Czytaj też: Okoliczności nie zmieniają człowieka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *