O mnie

Cenię sukces. Mówię „Szczęść Boże”, mijając zakonnice na ulicy. Jestem wdzięczny Bogu za mnóstwo rzeczy. Mam dość nieudolnych blogów konserwatywnych, pisanych przez różne ofiary losu o smutnych spojrzeniach. Jako przykład asekuracji jawi się tu np. akcja społeczna „Nie wstydzę się Jezusa”. Przeczytam jeszcze raz, dla kurażu. No, w mordę. Wyobrażacie sobie fanatycznego ultrasa z koszulką „Nie, chłopaki, nie wstydzę się Legii/Wisły/Manchesteru”, wytatuowanego entuzjastę motocykli „Nie wstydzę się Hondy/Kawasaki Ninja” albo świeżo upieczonego małżonka, z modelką u boku, wychodzącego z kościoła wśród banerów „Nie, niezbyt wstydzę się wyglądu swojej żony”? Ej. Tak nie wolno.

Przywiozłem medal z ogólnopolskich mistrzostw w zapamiętywaniu, znam liczbę Pi do 100 miejsc po przecinku (potrafię ją wyrecytować i od końca).

Jeżdżę autem dość zdecydowanie, puszczając czasem w tle muzykę filmową (raczej ze scen pościgów).

Zachęcając do ryzyka na swoim blogu, przetestowałem to najpierw na sobie.

Lepiej piszę niż rozmawiam.

Kiedyś dostałem list miłosny od studentki, której pod dziekanatem rzuciłem „cześć”.

Irytuje mnie widok straży miejskiej. Nie wezmę 500+.