Poznać po słowie, co kto ma w głowie.

Ostatnio wpadł mi w ręce wywiad z p. Maciejem Szczęsnym, piłkarzem. Trafniej byłoby napisać – byłym piłkarzem, gdyż pan Maciej przekroczył 50. rok życia. W swojej karierze zdobył kilkukrotnie mistrzostwa Polski, grał w reprezentacji, czasami udziela się jako komentator piłkarski. Poza tym – jest ojcem Wojciecha, tego z Juventusu. Ale ja nie o tym. Gość mnie po prostu rozwalił na łopatki, niczym Erdogan – opozycję. Czytaj dalej Poznać po słowie, co kto ma w głowie.

Banki kłamią.

Natknąłem się ostatnio na kolejną reklamę kredytu hipotecznego. Wiecie, takiego z roześmianą rodzinką, pieskiem collie i bahorkiem w czapce z daszkiem. Szyld głosił, że „rodzina powinna być u siebie”, „masz prawo do mieszkania”, „to Twój dom” czy coś takiego. Podmiotem reklamującym wcale nie jest zamożny developer, któremu zostało parę chatek i chce je oddać za półdarmo, gestem utracjusza.

Nie.

Reklamującym jest bank.

Jest to czyste skurwysyństwo.
Czytaj dalej Banki kłamią.

Życie na kredyt oznacza niewolę.

W książce Jordana Belforta „Wilk z Wall Street” główny bohater rozmawia o swoim patencie na lojalnośc pracowników. Tłumaczy się wstępnie z bzdurnych wydatków, który ponoszą jako firma – na catering, futra z norek czy Ferrari w groszki. Kosztowne duperele za 50 000 USD. Argumentuje tak: „Owszem, nasi pracownicy zarabiają na starcie pół miliona dolarów jako maklerzy. Tak, mają po dwadzieścia lat, luki w wykształceniu i burzę hormonów. Są chciwi na pieniądze i widzą, że w życiu takiej roboty nie dostaną, zatem chcą się nachapać. Zresztą, uczciwych nie przyjmujemy. Celowo zmuszam chłopaków do kretyńskich wydatków, szpanowania i kupowania najdroższych szampanów. Mimo kolosalnych premii ciągle są na minusie – nigdy ode mnie nie odejdą, harując po nocach. I o to chodzi, o to chodzi, stary!”.
Czytaj dalej Życie na kredyt oznacza niewolę.

Małżeństwo zmniejsza więź koleżanek. Rozwód ją… pogłębia.

Aby się o tym przekonać, nasz zespół badawczy przyjrzy się paczce przyjaciółek ze studiów. Wydział nieistotny – może być medycyna, ekonomia albo kosmetologia. Socjologia albo filozofia – już nie (skupują osoby najbardziej zwichrowane, inteligentni ludzie chodzą na polibudę lub wyżej wymienione – albo powinni!). I teraz – dopóki dziewczyny są „do zagospodarowania”, będą się obściskiwały, jeździły na imprezy Opener, popiskiwały na koncertach Happysad, robiły kaskady wspólnych zdjęć na instagram. Papużki nierozłączki są ZAWSZE stanu wolnego. Ta reguła nie zna wyjątków – jak Fiat Punto nie zna bezawaryjności.
Czytaj dalej Małżeństwo zmniejsza więź koleżanek. Rozwód ją… pogłębia.

„Czego najbardziej żałują umierający?” – B. Ware. Recenzja książki.

Książka, o której mowa, w zamyśle miała być zapisem rozmów pielęgniarki z umierającymi. Niesiony tytułem, przeczytałem. I najbardziej tego żałuję… Niestety, napisała ją weganka, buddystka, była narkomanka, stara panna i osoba zakompelksiona – naraz. W efekcie pisze nie o refleksjach tych ludzi, a o… sobie! To, jak się czuła, jaką miała fryzurę, jaki humorek htc.

Jest to książka kobiety, która chciałaby zmienić świat, a mogłaby zmienić, kuźwa… skarpetki. Na świeże.
Czytaj dalej „Czego najbardziej żałują umierający?” – B. Ware. Recenzja książki.

Zanim skrytykujesz świat, posprzątaj mieszkanie.

Tytuł zaczerpnąłem z książki Jordana Petersona, gdyż zachowuje celność rakiet Patriot. O palmę pierwszeństwa walczyć z nim może jedynie hasło: „zachowaj porządek, a porządek zachowa Ciebie”. Tłiterek jest takim miejscem, gdzie ludzie z nieposprzątanych Lanosów 1.4 krytykują bankierów z Singapuru. Są jak Karol Marks, który z pozycji abnegata usiłował skonstruować idealny świat. Jego plan skończył się katastrofą, naturalnie.
Czytaj dalej Zanim skrytykujesz świat, posprzątaj mieszkanie.

Nie wiąż się z kimś, kto ma widoczne problemy.

Bo większość z nich ten ktoś… sam sobie stworzył. Analogicznie będzie w związku, małżeńskim lub narzeczeńskim. Stworzą się katastrofy, nieznane naukowcom z NASA. Ludzka kreatywność, także w psuciu sobie życia, przekracza normy unijne. Niestety, kobiety w stylu Beaty Pawlikowskiej czy Bridget Jones są NIE DO NAPRAWIENIA. Złapią depresję, kiedy świeci lipcowe słońce. Wpadną w płacz na widok kotka. Oskarżą pradziadka o krzywy nos – własny nos, do ciężkiej cholery! Dziadkowi nie przeszkodził ożenić się z babką…
Czytaj dalej Nie wiąż się z kimś, kto ma widoczne problemy.

Politologia, dziennikarstwo, socjologia – kierunki produkujące nudziarzy.

Powiedzmy sobie jasno. Wywiadu z przeciętnym politologiem nie da się czytać bez bólu zębów. Uogólnienia, nadęte słownictwo, ostre błędy gramatyczne, problemy z matmą, wreszcie przewidywalność – to niedołączne tło wykładu politologicznego. Hmm, właściwie to opisałem niekoniecznie wykład, a… życie politologa. Socjologa i europeisty to też dotyczy. Mało jest ludzi równie nietwórczych – chyba tylko strażnicy miejscy. I samorządowcy, dla których rozruch osiedlowego basenu jest jak start promu kosmicznego Voyager.

Czasem zdarza mi się słuchać faceta, który pieprzy jak potłuczony. Objaśnia, co myśli Włodzimierz Putin (KGB tego nie wie – kumacie, heh?), mówi, że Ukraina jest „w kryzysie”, a Białoruś „cierpi biedę”. Gada rzeczy nużące, powtarzalne i dla niepoznaki, wewnętrznie sprzeczne – naturlich. Wyrobiłem sobie nawyk, że sprawdzam naprędce, czym taki asior się zajmuje. Otóż, Nudziarz zawsze jest zagubionym humanistą, filozofem albo europeistą. Ta reguła nie zna wyjątków.

Człowiek błyskotliwy na takim wydziale by ocipiał albo się rozpił – co się czasem zdarza. Jest to po prostu naturalna reakcja organizmu.

Co zatem robią ludzie błyskotliwi?

Żyją! Prowadzą biznesy, są inżynierami, budowlańcami, mechanikami samochodowymi albo choćby drwalami. Mają matmę w małym palcu i potrafią być mocno nieprzewidywalni.

I czytasz potem wywiad z Trumpem, Korwinem, Welchem, Filipiakiem, x. Stryczkiem, Ecclestone’m i Muskiem, czując, że rozmowa wbija Cię w glebę.
Wywiad z socjologiem ukoiłby do snu, lekko i niespiesznie. Hrr…

Zaufać facetowi, który źle prowadzi auto? Nie wolno tego robić!

Wiosną dałem się skusić i wybraliśmy się na przejazd blablacarem. Miła sercu trasa nad morze, ładna pogoda, sobotnie przedpołudnie, na uszach słuchawki z wykładami Tedx-a. Jedyny niuans tkwił w fakcie, że przewoźnik nie okazał się przeciętnym kierowcą. Był koszmarnym…

Rozkojarzony, niestaranny, wyprzedzający na trzeciego. Oszczędnie czerpiący z pokładów logicznego myślenia – na widok zatoru… przyspieszał. Tak, couriosum. Ponieważ świadomie wyszukuję dodatnie strony brzydkich sytuacji, postanowiłem wtedy, że wyciągnę refleksyjne wnioski i o tym napiszę. Ten dzień nadszedł właśnie w podskokach.
Czytaj dalej Zaufać facetowi, który źle prowadzi auto? Nie wolno tego robić!