Cena radości.

Wkraczam ostatnio do banku, dość uznanego. Problemy z logowaniem, ot. Wchodzę, pomagają. Jednocześnie wychodzę z myślą: „nigdy tutaj nie wrócę”. Więcej, zdecydowanie odradzam korzystanie z ich usług. Spieszę wyjaśnić. Obsługa lodowata niczym ulubiony napój Kwaśniewskiego. Oschła jak skóra w pierwszej sekundzie reklamy kremu Dove. Sztuczna jak uśmiech Schetyny. Do chrzanu, a przecież byłem jedynym klientem…

Problem, w jaki sposób inteligentnie podać tu nazwę banku, stanowi swoiste wyzwanie. Hmm… Będzie tak: jego nazwa kojarzy się z polskim serialem o… miłości w nazwie, wiecie. Infolinię mają milutką, można się zadurzyć przez telefon. Oddział terenowy – niechaj ginie. Mogliby grać początkujących ubeków w dokumencie Wołoszańskiego. Papierosy, pożółkłe firany, grube tomiszcza oskarżeń, herbata w metalowym koszyku, te klimaty. Wulgaryzmy w tle.

Czytaj dalej Cena radości.

Pracując w urzędzie, stracisz dobroć.

Aleksandra to ładne imię. Lubię je. Co ciekawe, dziewczyny o tym imieniu ZAWSZE są osobami… inteligentnymi, z którymi dobrze się rozmawia. Przecież sam nie wpadłbym na pomysł, że z ludźmi bywa trochę jak…. z przymierzaniem butów w handlowej galerii Riviera. Jeśli męczysz się już w pierwszej sekundzie, skupiając wzrok tylko na walorach estetycznych, skończysz z… bolesnymi otarciami. Jeśli zaś pasują od razu, a Ty nabierasz w nich lekkiej radości spacerowania (a rodzice twierdzą zgodnie – „pasujecie do siebie”), to… bierz od razu! I nigdy, przenigdy nie pożyczaj, np. koleżance na studniówkę, bo możesz zostać… boso 🙂

Czytaj dalej Pracując w urzędzie, stracisz dobroć.